Świetne wyniki podczas Memoriału Zbigniewa Ludwichowskiego w Olsztynie. Wiatr popsuł celebrację rekordu Polski
Memoriał Zbigniewa Ludwichowskiego to cykliczna impreza, która odbywa się na stadionie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. W tym roku lekkoatleci już po raz szósty uczcili pamięć legendarnego trenera, który wychował wiele gwiazd królowej sportu. To właśnie on zaszczepił miłością do lekkiej atletyki m.in. Wandę Panfil (mistrzyni świata w maratonie), Karola Zalewskiego (mistrz olimpijski w sztafecie mieszanej 4x400 metrów), Aleksandrę Lisowską (mistrzyni Europy w maratonie), Anastazję Kuś (mistrzyni świata U-20, najmłodsza polska olimpijka) czy… nawet swoją żonę Bronisławę (dwukrotna medalistka mistrzostw świata w biegach przełajowych). Nic więc dziwnego, że pamięć o legendarnym szkoleniowcu nie zanika, a jego wychowankowie i nie tylko co roku specjalnie przyjeżdżają do Olsztyna, by swoim startem uczcić jego pamięć.
To mój ostatni start w sezonie i to z jednej strony ulga, bo były w nim różne momenty, ale z drugiej strony startuję z pamięcią o trenerze. Cieszę się, że w ten sposób możemy uczcić szkoleniowca, ale zdecydowanie wolałbym, żeby był z nami, organizował zawody i pomagał kolejnym lekkoatletom w rozpoczęciu swoich karier. Obiecałem, że dopóki będę zawodowym sportowcem, to zawsze wystartuję w Olsztynie – mówił przed zawodami kulomiot Konrad Bukowiecki.
Organizację memoriału wsparły BSG – producent nawierzchni sportowych, samorząd województwa warmińsko-mazurskiego oraz miasto Olsztyn.
Ale gwiazd w Memoriale Zbigniewa Ludwichowskiego, który zaliczany jest do cyklu World Athletics Continental Tour – Bronze, było znacznie więcej. Właściwe zawody poprzedziły liczne starty w kategoriach młodzieżowych, a następnie przyszedł już czas na rywalizację elity. Wiele emocji mieliśmy w dwóch biegach na 110 metrów przez płotki, w których zdecydowanym faworytem był Jakub Szymański. Tegoroczny brązowy medalista mistrzostw Europy w pierwszym biegu zwyciężył z czasem 13.38 sekundy, a w drugim poprawił się na 13.21 s! I warto wspomnieć, że gdyby nie wiatr, który ostatecznie skorygowano na +2.3 m/s, to pobiłby rekord Polski (aby zatwierdzić wynik, wiatr musi mieć poniżej dwóch m/s).
I tak jestem zadowolony z tego, jak pobiegłem. Po pierwszym wyścigu wiedziałem, że są dobre warunki, żeby osiągać dobre wyniki. Tym bardziej, że jestem już po odpoczynku, więc byliśmy zaskoczeni moją świeżością i tym, co pokazałem. Do nie jest dla mnie koniec sezonu, więc mam nadzieję, że na kolejnych zawodach pobiję ten rekord – mówi Szymański.
Jeśli chodzi o wyścig na 100 metrów, to wśród pań triumfowała Krystsina Tsimanouskaya (11.31 s), a na drugim miejscu uplasowała się Magdalena Stefanowicz, która była słabsza o zaledwie 0,03 sekundy. To dobre wyniki zważywszy na to, że konkurencja była mocno obsadzona, bowiem przeciwko Polkom startowały m.in. Japonka Ido Abigeirufuka, Belgijka Rani Vincke czy Austriaczka Magdalena Lindner. Wśród panów z czasem 10.11 sekundy zwyciężył Amerykanin Brandon Hicklin, a najlepsi z Polaków byli piąty Łukasz Żak (10.37 s) oraz siódmy Jakub Chmiel (10.57 s)
Jeśli chodzi o pozostałe biegi, to tradycyjnie rywalizowano na nieco innych dystansach, niż na imprezach mistrzowskich. Kibice szczególnie czekali też na dwa ostatnie biegi na dystansach 150 metrów, w których występowali m.in. Anastazja Kuś, Kristina Tsimanouskaya czy Zalewski. Warto przypomnieć, że ostatni z zawodników tym występem kończył swoją bogatą karierę sportową, w której wywalczył nie tylko wspomniane złoto igrzysk w Tokio, ale również to halowy mistrz i rekordzista świata w sztafecie 4x400 metrów mężczyzn (2018), dwukrotny wicemistrz Europy U-23 na 200 metrów oraz 20-krotny złoty medalista mistrzostw Polski seniorów. W swoim ostatnim występie również nie zawiódł i wygrał z czasem 15,89 s. Wśród kobiet na tym dystansie wygrała Finka Nora Lindahl (16,68 s) przed drugą Kristina Tsimanouskayą (16,81 s, najlepszy czas w historii polskiej lekkiej atletyki) i trzecią Magdaleną Stefanowicz (17,03 s, życiówka). Kuś była natomiast szósta (17,51 s, rekord życiowy).
Kiedy dostałem propozycję, żeby jeszcze raz wystartować na 150 metrów, nie zastanawiałem się ani chwili. Od razu wiedziałem, że ruszam. Pomyślałem, że zrobię kilka treningów w kolcach i będzie dobrze. Wiedziałem, że jestem w stanie pobiec w okolicach 16 sekund. I udało się, chyba nie jest źle – mówił z uśmiechem na mecie Zalewski.
Po zakończeniu kariery sportowej zostało mi to, że we wszystko wchodzę na sto procent. Te 17 lat w sporcie właśnie tego mnie nauczyło: jeśli coś robić, to dawać z siebie wszystko. Dlatego podszedłem do tego startu tak samo. Przed biegiem wspominałem wiele momentów z kariery. Najlepsze mistrzostwa Polski, medale na 100, 200 i 400 metrów, wszystkie te chwile, które przez lata przeżyłem na bieżni.
W Olsztynie zwyciężyła także Kinga Gacka, która pobiła swoją życiówkę na 300 metrów, a wynik 36.50 sekundy to też czwarty wynik w historii polskiej lekkiej atletyki. Czwarta, również z rekordem życiowym, była Karolina Łozowska (37.47 s). W męskiej rywalizacji na tym dystansie wygrał Japończyk Fuga Sato, a wynik 32.48 to jego nowa życiówka. Jedynym ze startujących Polaków był szósty Mateusz Rzeźniczak (34,07 s).
Bardzo ciekawe wyniki mieliśmy również na dwukrotnie dłuższym dystansie. Z życiówką zawody zakończyła Aleksandra Formella, która okazała się najszybsza (1:25.34, do rekordu Polski zabrakło 0,3 sekundy), a czwarta na metę przybiegła Martyna Krawczyńska (1:28.23, również życiówka). U panów triumfował Bartosz Kitliński, a jego rekord życiowy (1:15.34) jest czwartym wynikiem w historii polskiej lekkiej atletyki.
Memoriał Zbigniewa Ludwichowskiego był też udany dla Bukowieckiego, który nie tylko wygrał zawody, ale po raz drugi w sezonie zanotował wynik powyżej 21 metrów (21,04 m) i pokonał m.in. drugiego Czecha Tomasa Stanka (20,56 m) Piąty był Jakub Korejba (18,61 m), a siódmy Wojciech Marok (18,09 m).
Fajnie się bawiłem, tym bardziej, że lubię startować przed własną publicznością. Tutaj się urodziłem, tutaj mieszkam. Na trybunach kibicowali mi rodzice, przyjaciele… Ale najbardziej cieszę się z tego, że pamięć po trenerze Ludwichowskim jest kultywowana. Mam nadzieję, że zawsze będziemy o nim pamiętali. A wynik? Marzyłem, żeby zamknąć sezon rezultatem powyżej 21 metrów i udało mi się to zrobić, a jako ciekawostkę dodam, że po raz 60. w karierze – podsumowuje Bukowiecki.
W rzucie oszczepem wygrała Japonka Momone Ueda, dla której wynik 63.50 m to rekord życiowy. Zaledwie o centymetr słabsza była najlepsza z Polek, czyli Małgorzata Maślak-Glugla. Szósty wynik zanotowała natomiast Gabriela Andrukonis (53,58 m).
Dla wielu zawodników Memoriał Zbigniewa Ludwichowskiego był ostatnim startem w tym sezonie, ale przede wszystkim idealną okazją, by upamiętnić legendarnego trenera.
Pamiętam swój pierwszy trening lekkoatletyczny, który trwał chyba dwie godziny. Przyszedłem wtedy na niego jako były piłkarz i chciałem skakać w dal, bo ta konkurencja bardzo mi się podobała. Trener zrobił mi jednak kilka sprawdzianów i powiedział: „skoczka z ciebie nie będzie”. Uznał, że powinienem biegać. I miał rację. Fajnie, że mogłem pożegnać się ze sportem właśnie w tym miejscu – kończy Zalewski.





