Łódź: proces o zabójstwo na działkach; oskarżony nie przyznaje się do winy
Przed Sądem Okręgowym w Łodzi stanął w środę Rafał M. – 45-letni brukarz, któremu prokurator zarzuca zabójstwo wujka i kradzież dowodu osobistego. Do zbrodni doszło 5 grudnia 2025 r.
– Oskarżam Rafała M. o to, że działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia Mirosława B., wielokrotnie uderzył pokrzywdzonego w głowę i w twarz oraz bił i kopał go po całym ciele, powodując u niego obrażenia wielomiejscowe głowy i klatki piersiowej, które doprowadziły do śmierci Mirosława B., a także o kradzież dowodu osobistego należącego do ofiary – odczytała akt oskarżenia prokurator Iwona Peredzyńska z Prokuratury Rejonowej Łódź-Górna.
Oskarżony Rafał M., siostrzeniec ofiary, nie przyznał się do zarzucanego mu zabójstwa. Złożył przed sądem wyjaśnienia, z których wynika, że nie chciał zabić Mirosława B., lecz jedynie go okraść.
– Nie uderzyłem wujka w twarz ani go nie kopnąłem. Jedyne co zrobiłem, to uderzyłem dwa razy gdzieś w bok i go pchnąłem z całej siły w stronę sąsiedniej działki. Poleciał na sąsiednią działkę przez taki płotek. Ja byłem spanikowany i uciekłem – powiedział przed sądem.
Mówił, że analizował setki razy to zdarzenie i – według niego – wujek „musiał uderzyć się o płotek między działkami”.
– Kiedy uciekałem, wujo cały czas był przytomny. Jedyne co, to chodził na czworakach, bo jeszcze próbował mnie złapać za nogi. Patrzył w moją stronę. Wydawało mi się, że powiedział moje imię – wyjaśnił oskarżony.
Po powrocie do domu powiedział partnerce, że wuj go przyłapał i go poznał, i boi się, że zgłosi to na policję. Chociaż zapewniał sąd, że tylko uderzył pokrzywdzonego i był przekonany, że nic mu nie będzie, to uprał spodnie.
Przed sądem tłumaczył, że padał deszcz i spodnie były zabłocone, ale w jego wyjaśnieniach złożonych w czasie śledztwa pojawił się wątek krwi na nogawkach. Pytany przez sędziego o rozbieżności w wyjaśnieniach w śledztwie i przed sądem odparł krótko: nie wiem.
Mirosław B., 81-letni emerytowany kierowca, zginął na działkach przy ul. Świętojańskiej na południu Łodzi. Mieszkał tam od kilku lat. Fatalnego dnia, korzystając z nieobecności pokrzywdzonego w altance, w której mieszkał, Rafał M. wszedł do altanki, żeby go okraść. Pokrzywdzony złapał go na gorącym uczynku. Wtedy, według prokuratora, Rafał M. zaatakował swojego wujka.
Świadkowie opisywali Mirosława B. jako dobrego i uczynnego człowieka, który wspierał swoimi pieniędzmi bliższych i dalszych znajomych. Ci, którzy znaleźli go martwego, zeznali, że leżał na progu altanki, w której mieszkał, i był cały zakrwawiony.
Na pytanie sądu o wspomniany przez oskarżonego płotek przy działkach przyznali, że było tam ogrodzenie zbudowane z tego, co zmarły znalazł. Były to m.in. fragmenty szyb.
Zgodnie z Kodeksem karnym przy stawianym oskarżonemu zarzucie może grozić nawet dożywocie. Jednak o kierunku rozwoju tej sprawy zdecydować może opinia biegłych medyków, którzy określą przyczyny zgonu pokrzywdzonego. Sąd zapozna się z opinią biegłych podczas kolejnej rozprawy w październiku. (PAP)
jus/ joz/
Polska, Łódź





