Janusz Reiter o wyborach w Saksonii-Anhalcie: sukces AfD to dla Polski poważny sygnał ostrzegawczy
Z poparciem na poziomie 44,1 proc. prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD)zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt - wynika z exit pollu przeprowadzonego dla stacji ZDF.
Zdaniem Reitera ten wynik AfD nie oznacza jeszcze zasadniczej zmiany niemieckiej polityki. Partia nie ma dziś wpływu na politykę zagraniczną RFN, a Niemcy pozostają dla Polski ważnym sojusznikiem w NATO i partnerem w Unii Europejskiej. Problemem jest jednak kierunek, w którym przesuwa się niemiecka polityka.
– Nie chodzi tylko o to, jak silna stała się AfD, ale o to, jak słabe są partie demokratycznego centrum. One są w defensywie, a w natarciu jest AfD – powiedział PAP ekspert. Jak zaznaczył, kluczowe pytanie brzmi: „czy ugrupowaniom głównego nurtu uda się odzyskać polityczną inicjatywę”.
Były ambasador zwrócił także uwagę, że jednym z głównych źródeł poparcia dla radykalnej prawicy w Niemczech pozostają obawy związane z niekontrolowaną migracją i bezpieczeństwem wewnętrznym. Jego zdaniem partie demokratyczne popełniły w tej dziedzinie błędy, a znaczenie ma nie tylko rzeczywista skala problemów, ale również sposób, w jaki postrzegają je wyborcy. We wschodnich Niemczech dochodzi do tego poczucie krzywdy i gorszego traktowania przez zachodnią część kraju.
Dyplomata przestrzegł jednak przed sprowadzaniem AfD wyłącznie do antyimigracyjnego protestu. Podkreślił, że to ugrupowanie kwestionuje pomoc dla Ukrainy i sens zachodniego wsparcia dla Kijowa, jest także krytyczne wobec UE i wspólnoty transatlantyckiej. Te elementy – podkreślił Reiter – stanowią część jego politycznej tożsamości. Jak zauważył, AfD mówi Niemcom, że pieniądze, które są dzisiaj wydawane na pomoc dla Ukrainy, powinny być przeznaczone na renty, opiekę medyczną, programy socjalne. To jest program „Germany first”.
– Polska nie może mieć co do AfD żadnych złudzeń. To partia nawiązująca do tradycji niemieckiego nacjonalizmu. Niemiecki nacjonalizm zawsze był wrogi Polsce i prorosyjski – zaznaczył Reiter.
Wskazał jednocześnie, że stosunki polsko-niemieckie nie są dziś dla AfD sprawą priorytetową. Jednak jej rosnące wpływy powinny być dla Warszawy powodem do niepokoju, szczególnie ze względu na bezpieczeństwo, stosunek do Rosji i Ukrainy oraz politykę historyczną.
Zdaniem byłego ambasadora nie należy jednak wyciągać z obecnego wyniku wniosku, że Niemcy stoją już przed nieuchronną zmianą ustrojową czy zerwaniem z modelem Republiki Federalnej, zbudowanym po II wojnie światowej. Faktem jest jednak, jak zauważył, że ten model państwa - który zbudowano po 1949 roku w Republice Federalnej - Niemcy demokratyczne, mocno zakotwiczone w świecie zachodnim, należące do Unii Europejskiej i NATO - jest otwarcie podważany.
– To nie jest koniec tych Niemiec, ale one są pod presją wewnętrzną i zewnętrzną. Wojna hybrydowa, która Rosja prowadzi przeciwko RFN, ma też na celu zmianę kursu Niemiec, szczególnie w sprawie Ukrainy – ocenił. Dodał, że „w tej sprawie AfD idzie ręka w rękę z Rosją”.
Jego zdaniem wzrost AfD jest niepokojący także dlatego, że część polityków tego ugrupowania kwestionuje powojenny sposób rozliczania Niemiec z nazistowską przeszłością. AfD od lat domaga się zmiany niemieckiej polityki pamięci; jej przedstawiciele krytykowali koncentrację na zbrodniach III Rzeszy i postulowali silniejsze eksponowanie pozytywnych kart niemieckiej historii. - To jest kurs na kolizję z Polską – ocenia ekspert.
Dlatego, jego zdaniem, odpowiedzią Warszawy na wzrost AfD nie powinno być dystansowanie się od Berlina. Przeciwnie – w wielkim sporze o przyszłość Europy, Niemcy są naszym sojusznikiem. - To dotyczy szczególnie przyszłości Ukrainy, bo nie ma dziś sprawy ważniejszej dla bezpieczeństwa Polski – podkreślił Reiter.
Z poparciem na poziomie 44,1 proc. prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD)zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt - wynika z exit pollu przeprowadzonego przez ośrodek Forschungsgruppe Wahlen dla stacji ZDF. Zgodnie z sondażem partii zabraknie jednego mandatu do większości w landtagu. Według tego samego badania dla ZDF kolejne miejsca zajęły: Chadecka CDU zdobyła 18,5 proc., Lewica - 9,2 proc., socjaldemokratyczna SPD - 8,8 proc., Zieloni - 8,7 proc.
Podobne wyniki przedstawiono w exit pollu ośrodka Infratest dimap dla stacji ARD. AfD ma w nim 44,5 proc. Drugie CDU - 18,5 proc. Według tego badania do parlamentu w Magdeburgu wejdą jeszcze: Lewica (9,4 proc.), Zieloni (8,9 proc.), SPD (8,2 proc.) oraz skrajnie lewicowa BSW (5 proc.).
AfD jest określana jako partia prawicowa, nacjonalistyczna, populistyczna czy antyestablishmentowa. Jej program zakłada m.in. znaczne ograniczenie imigracji do Niemiec, zmniejszenie kompetencji instytucji UE i przekazanie ich państwom narodowym, a także „normalizację” stosunków z Rosją, w tym zniesienie sankcji oraz odbudowę i uruchomienie gazociągu Nord Stream.
Landowy oddział AfD w Saksonii-Anhalt od 2023 r. jest klasyfikowany przez Urząd Ochrony Konstytucji jako ugrupowanie prawicowo-ekstremistyczne. W niemieckich mediach głosowanie w Saksonii-Anhalcie było uznawane za wielki test „zapory ogniowej”, czyli polityki izolowania AfD przez partie głównego nurtu, w tym blok CDU/CSU.
Pojawiały się spekulacje, że od rezultatu wyborów w tym landzie zależy nawet przyszłość na stanowisku szefa rządu kanclerza Merza, zwolennika „zapory ogniowej”. Saksonia-Anhalt liczy ok. 2,1 mln mieszkańców. W przeszłości był to ośrodek władzy Ottonów i miejsce rozkwitu Bauhausu. Pamięć o dawnym znaczeniu regionu łączy się z doświadczeniem bolesnej transformacji po zjednoczeniu Niemiec, po którym nastąpiła likwidację części przemysłu i utrata miejsc pracy. (PAP)
mir/ ugw/
Polska, Warszawa





