Polscy kajakarze otworzyli worek z medalami podczas ME! Pięć krążków i Alex Borucki z nieba do piekła i… do nieba!
Sobota dla polskich kajakarzy podczas mistrzostw Europy była piękna. Ale o tym za chwilę, bowiem całe show skradł Alex Borucki, a następnie… sędziowie. Nasz młody zawodnik, który tydzień temu skończył 20 lat, niespodziewanie zwyciężył w wyścigu K-1 na 500 metrów. Nasz zawodnik pokonał m.in. absolutne gwiazdy światowego kajakarstwa jak Josef Dostal czy Węgier Adam Varga. Czech serdecznie pogratulował nawet młodszemu koledze tytułu i kiedy uradowany Borucki udzielił już wywiadów, dowiedział się, że… został zdyskwalifikowany. Powód? Płynął zbyt blisko linii toru.
20-latek zamarł, ale bardzo szybko zareagował sztab szkoleniowy naszej reprezentacji, który zgłosił protest. Negocjacje, tłumaczenia i same decyzje sędziów zabrały blisko dwie godziny, a załamany Borucki czekał na decyzję arbitrów w call roomie. Nareszcie Maciej Zawadzki, team leader reprezentacji, wrócił z dobrą nowiną, że… protest został zaakceptowany!
Alex przekroczył linię mety jako pierwszy i został mistrzem Europy. Chwilę później zostałem poproszony na wieżę sędziowską. Byłem przekonany, że chodzi jedynie o formalności związane z zakończeniem rywalizacji. Nie przypuszczałem nawet, że sprawa może dotyczyć dyskwalifikacji. Tym większy był mój szok, gdy dowiedziałem się, że Alex został zdyskwalifikowany za zejście ze środka toru. Faktycznie, w trakcie wyścigu zbliżył się do bojek wyznaczających jego tor, jednak nie przekroczył go. W tym momencie rozpoczęła się cała procedura odwoławcza. Wspólnie ze sztabem szkoleniowym, trenerami i sekretarzem reprezentacji przeanalizowaliśmy sytuację i przygotowaliśmy argumentację. Zwróciliśmy uwagę na to, że Alex nie był jedynym zawodnikiem, który podczas wyścigu zbliżył się do bojek. Co najważniejsze, nie uzyskał z tego tytułu żadnej przewagi sportowej. Nie utrudniał rywalizacji innym zawodnikom, nie skrócił sobie dystansu i nie wpłynął na przebieg wyścigu. Nasz pierwszy protest został jednak odrzucony, co było dla nas kolejnym dużym zaskoczeniem. W tej sytuacji pozostała już tylko możliwość odwołania się do jury zawodów. W odwołaniu ponownie podkreśliliśmy, że choć Alex rzeczywiście zbliżył się do granicy toru, to nie przekroczył jej i nie odniósł z tego żadnej korzyści. Wręcz przeciwnie: płynąc bliżej bojek, pokonał nieco dłuższy dystans. Dodatkowo wskazaliśmy, że podobne sytuacje miały miejsce również w przypadku innych zawodników, którzy nie zostali ukarani. Jury zawodów bardzo dokładnie przeanalizowało sprawę. Zauważono między innymi, że podobnie płynął również Josef Dostál, który nie został zdyskwalifikowany. Co więcej, sam zawodnik nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń do wyniku rywalizacji i po wyścigu pogratulował Alexowi zwycięstwa, uznając je za w pełni zasłużone. Ostatecznie jury przyznało nam rację i uznało, że w tej sytuacji dyskwalifikacja nie była konieczna. W przepisach istnieje bowiem zapis mówiący, że taka kara może zostać zastosowana, ale nie musi. Po ponownym rozpatrzeniu sprawy uznano, że nie było podstaw do odebrania Alexowi zwycięstwa. Przez ponad dwie godziny żyliśmy w ogromnym napięciu. Telefony nie przestawały dzwonić, trenerzy, działacze i kibice pytali o rozwój wydarzeń. Otrzymywaliśmy kolejne materiały i zdjęcia pokazujące, że podobne sytuacje zdarzały się także innym zawodnikom. Towarzyszyły nam ogromne emocje i niepewność. Najbardziej przeżywał to oczywiście sam Alex. Dla młodego zawodnika, który dopiero wchodzi do seniorskiego kajakarstwa, była to niezwykle trudna sytuacja. Pojawiły się łzy, ogromny stres i niepewność co do ostatecznego wyniku. Kiedy jednak zapadła ostateczna decyzja, wszystkie emocje opadły. Najważniejsze jest to, że sprawiedliwości stało się zadość. Alex wygrał ten wyścig uczciwie, był najszybszy na trasie i zasłużenie został mistrzem Europy – relacjonuje Maciej Zawadzki.
Oddajmy jednak głos… samemu mistrzowi!
To jest coś niesamowitego. Jeszcze tydzień temu byłem nastolatkiem przed dwudziestymi urodzinami, a dziś jestem mistrzem Europy seniorów. To brzmi wręcz nieprawdopodobnie i szczerze mówiąc, nadal trudno mi w to uwierzyć. Myślę, że dopiero za jakiś czas, może jutro, a może jeszcze później, w pełni dotrze do mnie to, co właśnie się wydarzyło. Emocje są ogromne. W tej chwili najchętniej po prostu płakałbym ze szczęścia. To wyjątkowy moment i spełnienie marzeń, na które pracowałem przez wiele lat. Ten wynik pokazuje, że potrafię rywalizować z najlepszymi seniorami w Europie i że moje miejsce jest w światowej czołówce kajakarstwa. Ten sukces ma dla mnie szczególne znaczenie również dlatego, że swój pierwszy tytuł mistrza Europy w tej samej konkurencji zdobyłem właśnie tutaj, trzy lata temu. Montemor jest dla mnie miejscem wyjątkowym. Bywa wymagające, ale za każdym razem wywożę stąd świetne wspomnienia i bardzo dobry wynik. Mam nadzieję, że ta tradycja będzie trwała jak najdłużej – cieszy się Borucki, który medal odbierze dopiero w niedzielę
ze względu na tak długą procedurę.
A wracając do innych wyników, przepiękną historię napisała nasza żeńska kajakowa czwórka, która w składzie Sandra Ostrowska, Dominika Putto, Adrianna Kąkol, Katarzyna Kościółek wywalczyła srebro mistrzostw Europy! Przypomnijmy, że to nowy skład osady, a Putto i Kościółek wywalczyły pierwsze medale mistrzowskiej imprezy po powrocie z przerwy macierzyńskiej!
To dla mnie bardzo ważny medal. Cieszę się przede wszystkim, że dziewczyny odważnie zrealizowały założenia taktyczne i podjęły ryzyko, które było potrzebne, aby osiągnąć dobry wynik. Szczególnie cieszy mnie postawa Sandry, która wytrzymała trudy rywalizacji i świetnie reagowała na wszystkie nasze wskazówki podczas wyścigu. Ten sukces ma dla mnie również wyjątkowy, osobisty wymiar. Mój syn obchodził wczoraj swoje pierwsze urodziny i jest teraz w domu, dlatego ten medal dedykuję właśnie jemu. To piękny moment, który sprawia, że ten wynik smakuje jeszcze lepiej – skomentowała Putto, a wzruszona Kościółek dodała,
że również dedykuje medal swojemu synkowi i rodzinie.
Z pewnością nie jest nam łatwo łączyć sport wyczynowy z macierzyństwem, ale doskonale wiemy, że warto. Każdego dnia podejmujemy ten wysiłek przede wszystkim dla naszych dzieci, które są dla nas największą motywacją. Staramy się godnie reprezentować Polskę i pokazywać, że można realizować sportowe marzenia, nie rezygnując z roli mamy. Ogromne podziękowania należą się naszym rodzinom. Bez ich wsparcia, zrozumienia i pomocy codzienne funkcjonowanie oraz trening na najwyższym poziomie byłyby znacznie trudniejsze. To właśnie oni są fundamentem naszych sukcesów. Chcemy również bardzo podziękować Polskiemu Związkowi Kajakowemu za wsparcie, jakie otrzymujemy. Czujemy, że jesteśmy traktowane przede wszystkim jako mamy, a dopiero później jako zawodniczki. To podejście daje nam poczucie bezpieczeństwa i pozwala skupić się na sporcie, wiedząc, że nasze potrzeby są rozumiane i szanowane. Jesteśmy za to niezwykle wdzięczne.
Na podium stanęła także Dorota Borowska, która co prawda miała słabszy początek sezonu, ale teraz pokazała, że trzeba się liczyć z nią również w tym sezonie. W C-1 na 200 metrów zaprezentowała się naprawdę dobrze i choć nie obroniła tytułu mistrzowskiego, to wywalczyła brązowy medal, który na pewno podbuduje ją psychicznie i będzie motywacją do kolejnych treningów. A przypomnijmy, że zawodniczka Posnanii będzie chciała pokazać się z jak najlepszej strony przed MŚ w stolicy Wielkopolski (bilety na tę imprezę można kupować na Biletomat.pl).
Nie mogę powiedzieć, że w pełni cieszę się z tego medalu, ponieważ mój apetyt był zdecydowanie większy. Zawsze walczę o najwyższe cele i wiem, że stać mnie na więcej. Z drugiej strony mam świadomość, jak trudny był dla mnie okres przygotowań, szczególnie ostatnie dwa miesiące. Dlatego jestem wdzięczna za ten rezultat i cieszę się, że udało się stanąć na podium. Wierzę jednak, że to nie jest jeszcze moje maksimum. Mam nadzieję, że teraz los będzie bardziej łaskawy, ominą mnie kontuzje i problemy zdrowotne, a przygotowania do mistrzostw świata przebiegną zgodnie z planem. Chcę w pełni wykorzystać ten czas, aby pokazać swój najlepszy sportowy poziom podczas najważniejszej imprezy sezonu. Cieszy mnie również to, że pod względem mentalnym czuję się już znacznie lepiej. Oczywiście nie jestem jeszcze w miejscu, w którym chciałabym być, i wciąż mam elementy do poprawy, ale w porównaniu z początkiem sezonu zrobiłam duży krok naprzód. To daje mi dużo optymizmu przed kolejnymi startami. Mistrzostwa świata odbędą się w Poznaniu, na naszych polskich ziemiach, dlatego tym bardziej nie mogę się ich doczekać. Jako zawodniczka KS Posnania Poznań liczę na gorący doping polskich kibiców. Już dziś serdecznie zapraszam wszystkich do wspierania naszej reprezentacji. Razem z całą kadrą zrobimy wszystko, aby przygotować najwyższą formę i dostarczyć kibicom wielu powodów do radości oraz wspólnie świętować kolejne sukcesy – mówi Borowska.
Nasza kanadyjkarka ponownie stanęła na podium, a tym razem dzięki świetnemu wyścigowi w osadzie C-2 na 200 metrów wspólnie z Mileną Mackiewicz. Polki zrehabilitowały się za słabszy występ na 500 metrów i tym razem sięgnęły po brąz! Co więcej, dla młodej Mackiewicz to dopiero pierwszy tak ważny seniorski medal!
Medal zdobyty w osadzie zawsze daje wyjątkową satysfakcję, ponieważ jest efektem wspólnej pracy całego zespołu. Myślę, że czasami sprawia nawet więcej radości niż indywidualny sukces, bo można od razu dzielić te emocje z innymi. Wspólne świętowanie osiągniętego wyniku i świadomość, że każdy dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu, daje naprawdę ogromną satysfakcję – podkreśla Borowska, która dziękuje też za wsparcie
Centralnemu Wojskowemu Zespołowi Sportowemu.
Emocje są ogromne. Szczerze mówiąc, wciąż jeszcze nie do końca dociera do mnie to, co się wydarzyło. Ten medal jest jednak efektem wielu lat ciężkiej pracy, wielu rozmów, wzajemnego wsparcia i konsekwentnego dążenia do celu. Cieszę się, że udało nam się to osiągnąć razem. Jestem ogromnie wdzięczna Dorocie, trenerom, ale także sobie samej za wytrwałość i zaangażowanie, które doprowadziły nas do tego momentu. Medal jest dla mnie przede wszystkim potwierdzeniem, że ten wysiłek miał sens. To nagroda, która pokazuje efekty codziennej pracy i poświęcenia. Nadal trudno mi w to uwierzyć, ale ten sukces udowadnia, że marzenia naprawdę mogą się spełniać. To nie jest coś, co przychodzi z dnia na dzień. To długi proces, który wymaga cierpliwości, wiary i konsekwencji. Trzeba ufać obranej drodze i nie poddawać się mimo trudności. Jak widać, warto wytrwać, bo efekty mogą przerosnąć nawet najśmielsze oczekiwania – dodaje Mackiewicz.
Ale całe sobotnie zawody rozpoczęły się od wyścigów jedynek na dystansie 1000 metrów. Wśród Polaków w kajaku rywalizował Alex Borucki, dla którego sam występ z największymi gwiazdami tej konkurencji, których podziwiał w czasach juniorskich, był dużym wyróżnieniem. Nasz zawodnik chciał sprawić niespodziankę, jednak sił starczyło mu na dziewiąte miejsce. Z kolei jeśli chodzi o C-1, to jasne aspiracje medalowe miał Wiktor Głazunow. Dwukrotny olimpijczyk na tym dystansie ostatecznie przypłynął na metę jako szósty i nie był do końca zadowolony.
Na finiszu było już naprawdę bardzo ciężko. Szczerze mówiąc, byłem tak zmęczony, że po przekroczeniu linii mety nawet nie wiedziałem, które miejsce zająłem. Dopiero później dowiedziałem się, że skończyłem na szóstej pozycji. To oczywiście trochę boli, bo czułem się dobrze przygotowany i liczyłem na lepszy wynik. Trudno powiedzieć, co dokładnie zadecydowało, być może zabrakło nieco sił albo szybszego wejścia w końcową fazę wyścigu. Nie ukrywam, że jest pewien niedosyt. Przed startem naprawdę wierzyłem, że jestem w stanie powalczyć o medal na dystansie 1000 metrów. Dzisiaj okazało się jednak, że rywale byli mocniejsi i trzeba to po prostu zaakceptować. Warunki były sprawiedliwe dla wszystkich. Wiatr nie miał większego wpływu na wynik, więc nie ma co szukać wymówek. Wygrali po prostu lepsi zawodnicy i należą im się gratulacje. Na szczęście przede mną jeszcze start na 5000 metrów, dlatego nie zamierzam rozpamiętywać tego wyniku. Skupiam się na kolejnym wyścigu i mam nadzieję, że tam uda mi się włączyć do walki o medal – mówi Głazunow.
Partnerem Polskiego Związku Kajakowego jest LOTTO.
Dużego pecha miał też Oleksii Koliadych, który był jedną z szans medalowych w C-1 na 200 metrów. Jeden z najbardziej utytułowanych zawodników reprezentacji Polski, którą wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., w tym sezonie musiał tym razem obejść się smakiem podium i zajął czwartą pozycję.
Ogólnie jestem zadowolony z tego biegu. Czułem się naprawdę dobrze i przez większość dystansu realizowałem swoje założenia. Dopiero na ostatnich metrach poczułem wyraźny spadek sił i to nieco większy niż zazwyczaj – rozkłada ręce nasz zawodnik.
To prawdopodobnie miało wpływ na końcowy rezultat. Ostatecznie zająłem czwarte miejsce. To wynik, który z jednej strony daje satysfakcję, ale z drugiej pozostawia pewien niedosyt, bo wiadomo, że każdy sportowiec marzy o podium. Był okres, kiedy często stawałem na najwyższym stopniu podium, a teraz najwyraźniej trwa seria czwartych miejsc. Mam jednak nadzieję, że już wkrótce uda się ją przełamać. Po każdym starcie przychodzi czas na analizę i wyciągnięcie wniosków. Nie zamierzam się poddawać. Wręcz przeciwnie, to dodatkowa motywacja do dalszej pracy i jeszcze cięższych treningów. Wierzę, że zdobyte doświadczenie zaprocentuje, a być może już podczas mistrzostw świata uda się zamienić czwarte miejsce na pierwsze.
Jeśli chodzi o finały A naszych paralimpijczyków, to jako pierwsza popłynęła Monika Kukla. Przeambitna zawodniczka, która osiąga sukcesy w różnych dyscyplinach sportu w Montemor-o-Velho w kategorii VL3 na 200 metrów ostatecznie przypłynęła na szóstym miejscu.
Myślę, że w finale zabrakło mi przede wszystkim trochę spokoju. Od kilku dni zmagałam się ze stresem związanym z tym startem i niestety w decydującym momencie dał on o sobie znać. Mimo wszystko cieszę się, że udało mi się przełamać pewną barierę. Trzy lata temu, podczas mojego wcześniejszego startu na tym obiekcie, nie byłam z siebie zadowolona. To był początek mojej sportowej drogi i tamten występ pozostawił spory niedosyt. Tym razem udało mi się osiągnąć lepszy wynik, zarówno pod względem miejsca, jak i czasu, choć oczywiście nadal pozostaje poczucie, że mogło być jeszcze lepiej. Po raz pierwszy w karierze awansowałam bezpośrednio do finału, co samo w sobie jest dla mnie dużym krokiem naprzód. W samym finale być może zabrakło trochę doświadczenia, a stres momentami mnie sparaliżował. Traktuję jednak ten start jako cenną lekcję – podkreśla Kukla.
Warto dodać, że wśród parkajakarzy mieliśmy też srebrnych medalistów ME! Mowa o Jacku Mazanowskim i Weronice Lotz, którzy wystartowali w K2 Il Unified na 200m. Nasi zawodnicy przypłynęli na metę jako drudzy i wywalczyli srebrne medale, które odebrali na uroczystym podium! Z kolei Anna Bilovol została dziewiątą zawodniczką Europy w KL2 na 200 metrów, więc jej również należą się gratulacje.
Uzupełniając sobotnie wyniki finałów A, to nasza ekipa w męskim K-4 na 500 metrów (Jakub Stepun, Jarosław Kajdanek, Valerii Vichev, Sławomir Witczak) zajęła dziewiąte miejsce. Julia Olszewska, została szóstą zawodniczką Europy w K-1 na 200 metrów. Z kolei nasza kajakowa czwórka mieszana (Kyrylo Krasinskyi, Kaja Lach, Maja Rużanowska i Norman Zezula) zameldowali się na mecie jako siódma osada.
W niedzielę w Montemor-o-Velho zaplanowano ostatnie finały, w których nie zabraknie kolejnych szans medalowych Polaków, w tym Anny Puławskiej w K-1 na 500 metrów oraz osady K-2 na tym samym dystansie, czyli Puławskiej i Martyny Klatt.




