Politolog: nominacja na wicemarszałka dla Ociepy to próba zapobieżenia odejścia do Morawieckiego
Politycznym rozwodom, takim jak odejście 40 ludzi z PiS do stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, towarzyszą zwykle te same polityczne mechanizmy i wykorzystywane są podobne instrumenty. Rozłamowcy chcą zwykle zachęcić jak największą grupę ludzi, by odeszła z nimi, zaś ugrupowanie macierzyste usiłuje do odchodzenia zniechęcić.
Po ogłoszeniu rozwodu z grupą Mateusza Morawieckiego klub PiS niespodziewanie zmienił swojego kandydata na wicemarszałka Sejmu. Stanowisko to przysługuje formacji Kaczyńskiego jako największemu (do rozwodu z Morawieckim) klubowi. Jednak na pierwszym posiedzeniu Sejmu X kadencji w 2023 roku PiS zgłosił kandydaturę dotychczasowej marszałek Elżbiety Witek, na którą pozostałe kluby nie chciały się zgodzić. Zapewniając zarazem, ustami ówczesnego marszałka Szymona Hołowni, że PiS-owi wicemarszałek się należy i każda inna kandydatura niż Witek ma szanse na wybór.
Klub PiS jednak upierał się przy byłej marszałek, w efekcie od prawie trzech lat w ogóle nie ma przedstawiciela w Prezydium Sejmu. Gdy jednak ogłoszono odejście grupy Morawieckiego, klub ten porzucił kandydaturę Witek i zgłosił na wicemarszałka Marcina Ociepę, byłego wiceministra obrony w rządzie Mateusza Morawieckiego.
Politolog dr hab. Bartłomiej Biskup z UW przyznał w rozmowie z PAP, że ten ruch PiS można interpretować jako próbę zatrzymania Ociepy w tym ugrupowaniu. - Marcin Ociepa wcześniej był działaczem związanym z Jarosławem Gowinem, a ludzie którzy byli kiedyś przy Gowinie w większości dzisiaj są przy Morawieckim. Może w PiS obawiano się, że i on tam przejdzie - powiedział politolog.
PiS mógł też jego zdaniem pokrzyżować w ten sposób szyki nowemu klubowi parlamentarnemu Morawieckiego, który również może chcieć uzyskać stanowisko wicemarszałka. Tym bardziej, że będzie trzecim co do wielkości klubem w Sejmie.
Podobny pogląd ma posłanka PSL Magdalena Sroka, niegdyś posłanka Porozumienia Jarosława Gowina z grupy tych, którzy wraz z Gowinem odeszli w 2021 roku z koalicji z PiS. - Rzeczywiście ta zmiana osoby wysuwanej przez PiS na wicemarszałka jest zaskakująca, bo dotąd PiS mówiło o marszałek Witek i nikim innym. Moim zdaniem to jest krok wyprzedzający przed ewentualnym zgłoszeniu kandydata na wicemarszałka przez Rozwój Plus - oceniła Sroka w rozmowie z PAP.
- Ostatnie wypowiedzi pana posła Marcina Ociepy świadczą o tym, że bliżej mu do pana Mateusza Morawieckiego, niż do zbliżonej do Grzegorza Brauna twardej linii PiS, więc ten ruch mógł także służyć temu, by stowarzyszenie Marcina Ociepy nie wsparło Rozwoju Plus - dodała.
Posłanka PSL przyznała, że jeśli takie rozumowanie jest właściwe, mogłoby to oznaczać, iż Ociepa po raz kolejny został zachęcony stanowiskiem do określonego wyboru. W 2021 roku opuścił bowiem definitywnie Jarosława Gowina, by pozostać na stanowisku wiceministra obrony narodowej, mimo że początkowo w konflikcie między Gowinem a dokonującym rozłamu w partii Porozumienie Adamem Bielanem stanął po stronie tego pierwszego. Jednak później, gdy Gowin definitywnie rozstawał się z PiS, pozostał w koalicji z PiS, zakładając Stowarzyszenie OdNowa.
- Marcin Ociepa uczestniczył nawet w naszej konferencji, gdy informowaliśmy o rozstaniu z PiS, a po paru godzinach nastąpił zwrot, co tłumaczyliśmy w ten sposób, że on i pozostali wiceministrowie od nas postanowili wybrać ciepłe posady rządowe i pozostali przy PiS. Ale nie wszyscy tak się zachowali, niektórzy postanowili być wierni Porozumieniu i zostali odwołani ze stanowisk rządowych, jak np. Iwona Michałek (wówczas wiceminister rozwoju, pracy i technologii - PAP) - przypomniała Sroka. - Jedni zachowują się przyzwoicie, a inni robią to, co im się opłaca - dodała.
Porozumienie opuściło definitywnie koalicję z PiS w sierpniu 2021 roku, tuż po tym, jak niespodziewanie z funkcji wicepremiera oraz ministra rozwoju, pracy i technologii odwołany został Jarosław Gowin. Ugrupowanie to miało wtedy 11 posłów i czterech będących posłami wiceministrów. Bez głosów Porozumienia klub PiS tracił w Sejmie większość. Jednak trzech z czterech wiceministrów-posłów - Ociepa, Wojciech Murdzek i Andrzej Gut-Mostowy - choć początkowo złożyło dymisje, pozostało finalnie na stanowiskach rządowych i w klubie PiS.
Bartłomiej Biskup uważa jednak, że nie można takich zjawisk określać terminem „korupcja polityczna”, jak to się często robi. Jego zdaniem w polityce stanowiska się liczą, więc traktowanie ich jako politycznej „waluty” i efektu zawieranych sojuszy jest czymś zupełnie naturalnym.
Podobnych przypadków w polskiej polityce było bardzo wiele. Np. w 2003 roku ówczesny premier Leszek Miller pozbył się z koalicji rządowej współtworzonej przez SLD, Unię Pracy i PSL tej ostatniej partii. Na miejsce ludowców, by nie kierować rządem mniejszościowym, chciał pozyskać posłów związanych z kołem Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego Artura Balazsa (którzy weszli do Sejmu z list PO, ale potem opuścili to ugrupowanie). W tym celu powołał na ministra rolnictwa w miejsce lidera PSL Jarosława Kalinowskiego bliskiego współpracownika Artura Balazsa i dawnego szefa tego resortu Adama Tańskiego.
Mimo wszystko jednak Balazs nie chciał przystąpić do koalicji z Millerem i Tański po kilku miesiącach został odwołany. Zaś sam Balazs zaczął mieć kłopoty prawne i stał się obiektem nagonki bliskich SLD mediów.
Głośna była próba przeciągania przez PiS posłów Samoobrony po tym, jak w 2006 roku ze stanowiska wicepremiera i ministra rolnictwa po raz pierwszy odwołany został Andrzej Lepper. Przedstawiciele PiS, m.in. Adam Lipiński, rozmawiali z posłanką Samoobrony Renatą Beger, kusząc ja stanowiskami rządowymi. Zostało to jednak nagrane przez ukryte kamery, zainstalowane przez dziennikarzy TVN Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego i akcja się nie powiodła. Finalnie Lepper wrócił do wspólnego rządu z PiS.
Jesienią 2009 roku „Rzeczpospolita” ujawniła nagrane przez CBA rozmowy biznesmenów od hazardu z politykami rządzącej PO, m.in. szefem klubu parlamentarnego Zbigniewem Chlebowskim. Wybuchła tzw. afera hazardowa, do której wyjaśnienia powołano komisję śledczą. Jednym z jej członków był poseł opozycyjnego wtedy Klubu Lewicy Bartosz Arłukowicz. Po wybuchu afery obarczany za jej wywołanie szef CBA Mariusz Kamiński oskarżył urzędującego premiera Donalda Tuska, że zanim afera ujrzała światło dzienne, przekazał kolegom z PO, iż zajmuje się nimi CBA, o czym wiedział od Kamińskiego. Przed planowanym na początek 2010 roku przesłuchaniem Tuska przed komisją śledczą poseł Arłukowicz miał plan, jak wykazać, że Tusk nie mówi w tej sprawie prawdy. Jednak podczas przesłuchania nie zadał premierowi wszystkich planowanych pytań. Rok później został pełnomocnikiem rządu Tuska ds. wykluczenia społecznego, a w wyborach w 2011 roku wystartował już z list PO, został politykiem tej partii, a nawet ministrem zdrowia w kolejnym rządzie Tuska.
W 2020 roku po przegłosowaniu w Sejmie tzw. piątki dla zwierząt grupa posłów PiS, która głosowała przeciw piątce została zawieszona. Jeden z nich, Lech Kołakowski, postanowił wystąpić z partii i z klubu, co niewielką parlamentarną większość PiS wystawiło na duże ryzyko. Po pewnym czasie jednak Kołakowski dał się przekonać do powrotu. Najpierw został - według doniesień medialnych - na bardzo korzystnych warunkach zatrudniony przez Bank Gospodarstwa Krajowego, a potem został wiceministrem rolnictwa.
Stanowiskiem wiceministra sportu został przyciągnięty przez PiS poseł Łukasz Mejza, który dostał się do Sejmu w 2021 z list PSL, obejmując mandat po zmarłej Jolancie Fedak. Mejza znany był z kontrowersyjnych zachowań, jednak większość rządzącego PiS była na tyle niestabilna, że jego głos był potrzebny. Ze stanowiska wiceministra odszedł po kilku miesiącach, gdy media ujawniły, że prowadzona przez niego firma oferowała wątpliwe metody lecznicze.
Podobne zjawiska miały miejsce także w samorządzie - w ostatnich latach najbardziej spektakularny był przypadek wybranego z list KO w 2018 roku do sejmiku śląskiego radnego Wojciecha Kałuży, który po wyborach przeszedł do PiS, umożliwiając tej partii przejęcie władzy w województwie. Objął w zamian stanowisko wicemarszałka województwa. Odtąd nazwisko Kałuży stało się symbolem politycznej zdrady, motywowanej doraźnymi korzyściami.(PAP)
pś/ mro/
Polska, Warszawa





