Przejdź do treści
sobota, 8 sierpnia 2026 · imieniny: Emila, Cyryla wschód 05:06 · zachód 20:16
reklama

Kocur. 16. „Achtung, Achtung, nadchodzę!”

fot. nadesłane
Była noc. Zwierzęta spały mocnym snem. Ścieżką ukrytą między drzewami biegła zgarbiona zakapturzona postać.
Udostępnij Post
Chmury gnane wiatrem na chwilę odsłoniły księżyc i srebrzysta poświata ukazała rozglądającego się na boki Borsuka.

Stękając z wysiłku zatrzymał się na środku polany. Zdjął z pleców ciężki worek i wyjął z niego projektor na korbkę, latarkę, zapałki przeciwsztormowe oraz dużą bryłkę bursztynu.

Obiektyw projektora wycelował w kierunku drzew, zakręcił kilka razy korbką i rzucił na gałęzie ukradziony z leśnej biblioteki slajd przedstawiający wyszczerzony w sadystycznym uśmiechu pysk rudego Diabła Tasmańskiego.

-He, he, he, będzie szczerze, a jakże, nie inaczej, będzie bardzo szczerze…

Na swojej grubej, futrzanej szyi zawiesił Borsuk duży, metalowy gwizdek, a nawet dwa, by w razie potrzeby gwizdać na obu.

Uderzając o kamień pokruszył kawałek bursztynu i posypał nim kępę suchej trawy.

-No. Jeszcze tylko zapalę magiczne kadzidełko i urządzę dla wszystkich przedstawienie "światło i dźwięk" – zamruczał zadowolony.

Podobało mu się, że zwierzęta się boją i nie chcą wychodzić nocą, a w Kocurii krążą pogłoski o szpiegach i dywersantach. Ktoś podobno przysięgał na głowę swojej matki, a może na głowę nieżyjącej matki Wyliniałego, że widział na własne ślepia, jak na polanie lądowały obce samoloty z komandosami z dalekich lasów, którzy porozumiewali się w jakichś niezrozumiałych językach i - co najbardziej przerażało - komandosom towarzyszyli Niemcy, bo było słychać jak gadali ze sobą po niemiecku.

-Niech się boją! Niech umierają ze strachu!! To moja autorska wojna hybrydowa - cieszył się Borsuk.

Był dumny, że sprytnie wszystko powymyślał, że jest jak jakiś wszechmocny demiurg. Z lubością wzniecał psychozę strachu, nieufności i lęku przed obcymi, którzy jak wiadomo, mogą przywlec ze sobą jakieś groźne choroby, zabrać las, okraść, a co gorsza, mogą powyjadać wszystkie zapasy.

-Ach, jeszcze trochę i cała Kocuria będzie moja, moja i tylko moja i nie będzie już Kocurii, bo będzie Borussia! – fantazjował podniecony.

A najbardziej rozkoszował się myślą, że raz na zawsze wykluczy Kocura i wygoni go gdzie pieprz rośnie, albo nawet dalej...

A gdyby tak zamknąć Wyliniałego w wariatkowie… Oj tak, oj tak.

Oczyma wyobraźni widział Kocura z pianą na pysku szarpiącego się w kaftanie bezpieczeństwa mocno przypiętego skórzanymi pasami do szpitalnego łóżka.

Ech… jeszcze jakieś elektrowstrząsy by się przydały... to się da załatwić od ręki.
Ja, wielki Borsuk, jestem geniuszem wojny – wykrzyczał w euforii – jestem artystą hybrydowych strategii.

-Uwaga, uwaga, nadchodzę! - zaśmiał się i pokręcił korbką projektora.
Monstrualnie wielkie wyszczerzone zęby Diabła i jego wyłupiaste prawie wilcze ślepia widniejące na konarach drzew, terkot obracającej się korbki i zapach palącego się w trawie bursztynu - spotęgowały grozę, szczególnie, że noc była gęsta i ciemna, a księżyc chudziutki i prawie cały zakryty chmurami.

-Was sys das , ja, ja, was sys das, ogurken i kwas - krzyczał Borsuk raz wysokim, a raz niskim głosem i udawał, że mówi po niemiecku...

Ja, ja, zupa glu, ales zupa glu – he he he.

Gwizdał, kręcił korbką, dymił, sapał, i co jakiś czas wykrzykiwał te swoje niby niemieckie słowa:

-machtung, srachtung, gawarachtung ,gawarici pici pachtung! - rozlegało się na polanie i niosło daleko, aż do wodospadu.

I tak całą noc , aż do świtu...

A potem w jednej chwili zapadła cisza jak makiem zasiał. 
Przeczytaj jeszcze

Komentarze

Dodaj komentarz... Zaloguj i skomentuj