Bogucki: kandydatura Berka na sędziego TK nie powinna być procedowana z powodów formalnych
W piątkowym głosowaniu Sejm wybrał Macieja Berka - do niedawna ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu - na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wybór ten był konieczny w związku z upływającą 18 września kadencją sędziego Justyna Piskorskiego.
Przed głosowaniem głos ws. wyboru sędziego TK zabrał m.in. szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, który ocenił, że „jest wielkie prawdopodobieństwo, że pan minister Berek, dzisiaj kandydat na sędziego TK, w ogóle nie spełnia wymagań formalnych”.
Bogucki mówił, że nawet radca prawny, który chce zostać sędzią sądu powszechnego, „musi wykazać, że wykonywał ten zawód (radcy prawnego), a nie tylko, że był wpisany na listę” radców. - A tu nie ma właściwie żadnych dokumentów - stwierdził szef KPRP.
Zwrócił zarazem uwagę, że Berek opublikował w czwartek skan zaświadczenia dziekana Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych dopiero po posiedzeniu komisji sprawiedliwości i praw człowieka, która zdążyła już zarekomendować Sejmowi jego kandydaturę na sędziego TK. - Nad czym, na czym procedowaliście? Na jakich dokumentach? - pytał Bogucki, zwracając się do członków komisji.
Według udostępnionego na platformie X dokumentu Berek został wpisany na listę radców prawnych uchwałą z 2002 roku i od dnia ślubowania do chwili obecnej posiada uprawnienia do wykonywania zawodu. Jak czytamy w dokumencie, Berek zgłosił w ewidencji wykonywanie zawodu radcy prawnego w okresie od 1 stycznia 2006 r. do 31 lipca 2009 r. oraz od 1 sierpnia 2012 r. do chwili obecnej.
Zdaniem szefa KPRP skoro kandydat na sędziego sądu powszechnego musi wykazać, że spełnia wymagania formalne niezbędne do pełnienia tej funkcji, tym bardziej musi to zrobić „osoba, która aspiruje na stanowisko sędziego najwyższego w Polsce trybunału, sądu konstytucyjnego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny”. - W tych okolicznościach nie sposób o tym powiedzieć - mówił Bogucki.
- Dzisiaj są tak daleko idące wątpliwości co do wykonywania (przez Berka - PAP) zawodu radcy prawnego przez 10 lat - rzeczywistego, a nie wpisania na listę - że ta kandydatura z powodów formalnych nie powinna być po prostu procedowana - ocenił szef KPRP.
Dodał, że w trakcie czwartkowego posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Berek - „w ramach takich erystycznych wywodów, w których nie liczy się prawda, tylko liczy się przekonanie (...)” - wypowiadał się m.in. o uchwałach Sejmu, które - w ocenie szefa KPRP - „de facto zniszczyły funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego”. - Na pana polecenie, panie premierze Tusk - zwrócił się do obecnego w Sali Plenarnej szefa rządu.
- To jest delikt konstytucyjny, za który pan, panie premierze - mam nadzieję, że taka będzie wola narodu - odpowie przed Trybunałem Stanu - mówił Bogucki. Dodał, że Berek, jako kandydat na sędziego TK mówił, że „Sejm może wyłączyć TK (...), a więc organ, który ma patrzeć władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej na ręce, uchwałą, która nie jest źródłem prawa”. - I pan doskonale o tym wie - zwrócił się tym razem do Berka.
Szef KPRP poruszył także kwestię przywoływanej w ostatnich tygodniach ustawy z 2024 r., która zakładała m.in., że kandydowanie do TK byłoby możliwe dopiero po czterech latach od chwili zakończenia pełnienia przez kandydata funkcji miedzy innymi w rządzie. Ustawa ta została skierowana przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę do TK, a ten uznał ją - w 2025 r. - za niekonstytucyjną.
Bogucki podkreślił, że prezydent Duda skierował tamtą ustawę do TK, z powodu zastrzeżeń, które zgłaszał do niej Sąd Najwyższy, Krajowa Rada Sądownictwa, Rzecznik Praw Obywatelskich, sejmowi legislatorzy, a także Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Zwracając się do Berka, dodał, że ta ostatnia organizacja „dzisiaj sprzeciwia się pana kandydaturze, łącznie z innymi fundacjami i stowarzyszeniami, które wierzyły, a zostały oszukane przez premiera, że chcecie praworządności, odpolitycznienia Trybunału”. Szef KPRP odniósł się w ten sposób do listu dziewięciu organizacji pozarządowych, które zwróciły się niedawno do Berka z apelem o wycofanie kandydatury na sędziego TK.
Zaraz po wystapieniu Boguckiego, głos zabrał wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który podkreślił, że bez precedensu jest sytuacja, w której „przedstawiciel prezydenta, w momencie, kiedy to nie prezydent wybiera sędziów TK, próbuje wpłynąć na suwerena przedstawicieli narodu i zabiera głos w tej izbie, żeby zablokować demokratyczny wybór sędziego” TK. Dodał, że żaden przedstawiciel prezydenta nie posuwał się, w historii, do takich zachowań.
Kosiniak-Kamysz zwrócił się do opozycji, mówiąc, że wszystkie ich działania za jej rządów miały na celu „zawłaszczyć państwo, zniszczyć demokratyczne podstawy, stworzyć ustrój autorytarny, zabezpieczyć się, że nawet jeżeli by doszło do utraty władzy, to nie będzie się w stanie sprawować w tym wymiarze sprawiedliwości normalnego funkcjonowania”. Szef MON ocenił, że sytuację w TK mogą naprawić tacy specjaliści jak Maciej Berek.
Przed głosowaniem nad kandydaturami na sędziego TK doszło także do burzliwej dyskusji posłów. Posłowie KO i PSL przekonywali, że Maciej Berek jest odpowiednim kandydatem na sędziego Trybunału, posiada odpowiednie kompetencje oraz przedstawił plan naprawy Trybunału. Jarosław Urbaniak (KO) mówił, że Berek jest wybitnym prawnikiem, naukowcem i niezwykle sprawnym legislatorem. Poseł KO podkreślał, że Berka cechuje fachowość, obiektywizm i propaństwowość. Krzysztof Paszyk (PSL) zaś dodał, że Berek przez 30 lat służył Polsce, posiada „kręgosłup moralny i etyczny”, a także pokazał, że ma pomysł jak odbudować TK.
Zdecydowanie kandydaturę Berka krytykowali z kolei posłowie PiS i Rozwoju Plus oraz koła Razem. Sebastian Kaleta (PiS) mówił, że Berek to „prawa ręka Donalda Tusk i teraz ma on trafić do TK, żeby kontrolować Donalda Tuska”. - To jest kpina z waszych wyborców, wy się śmiejecie waszym wyborcom w twarz - mówił do przedstawicieli rządu Kaleta.
Zdaniem posła PiS Berek nie spełnia warunków formalnych, by zostać sędzią TK, ponieważ - jak ocenił - nie wykonuje zawodu radcy prawnego przez 10 lat. Również poseł Rozwoju Plus Paweł Jabłoński zarzucał Berkowi, że nie spełnia tych wymogów formalnych. Z kolei Witold Tumanowicz (Konfederacja) pytał, czy obecna większość nie była w stanie znaleźć lepszego kandydata, który spełniałby wymogi stawiane sędziom Trybunału.
Adrian Zandberg (Razem), zabierając głos, postawił na mównicy sejmowej duże zdjęcie z protestów obywatelskich m.in. przed Pałacem Prezydenckim w obronie praworządności w 2016 r., czyli w czasach rządów PiS. Zandberg, zwracając się bezpośrednio do premiera Tuska, powiedział, że zgłaszając do TK byłego ministra ze swojego rządu, premier „po prostu zdradził” ludzi, którzy protestowali w 2016 r. i wartości, których bronili.
Sędziów Trybunału Sejm wybiera indywidualnie, na dziewięcioletnie kadencje, bezwzględną większością głosów. (PAP)
ef/ from/ kos/
Polska, Warszawa





